EnglishPolski
szukaj:
                     

mapa



aktualności

W Noc Muzeów, 19 maja, zapraszamy na wernisaż Anny Koźbiel - "Preparaty", godz. 19
Anna Koźbiel to współautorka muralu Esperanto na Nowolipkach, absolwentka Wydziału Grafiki warszawskiej ASP; dyplom w Pracowni Filmu Animowanego profesora Hieronima Neumanna. Specjalizuje się w animacjach muzycznych. Zajmuje się też rysunkiem, litografią i projektowaniem.
więcej...

Kolejne warsztaty coachingowe - poniedziałek, 14 maja, godz. 19
W poniedziałek, 14 maja, o godz. 19 Anna Witkiewicz zaprasza do Stacji Muranów, ul. Andersa 13 na kolejny warsztat coachingowy: "
Co mnie w życiu nakręca? Co dodaje mi skrzydeł? – Przekonaj się, w czym jesteś najlepsza i gdzie najszybciej osiągniesz sukces."
więcej...

22 kwietnia, w niedzielę Wydawnictwo Czarne w Stacji Muranów
Włoska kawa z Kuchni Dantego z Agnieszką Drotkiewicz, Jerzym Haszczyńskim, Stanisławem Łubieńskim, Marcinem Michalskim i Maciejem Wasielewskim, książki Czarnego w promocyjnych cenach – a wszystko to podczas kiermaszu z okazji Światowego Dnia Książki w Stacji Muranów (ul. Andersa 13, przy skwerze Tekli Bądarzewskiej). Rezerwujcie sobie czas, przybywajcie i podawajcie dalej, zapraszamy!
więcej...

Kolejne warsztaty coachingowe w Stacji - 16 kwietnia
Warsztat coachingowy: Wiosenne porządki w życiu – odważ się być szczęśliwa!
więcej...

Sobota u Tekli - zapraszamy 31 marca od 12 do 16!
Stacja Muranów, sklep autorski Joanny Klimas, Fundacja Archeologia Fotografii, Fundacja Promocji Sztuki Współczesnej, Galeria Starter zapraszają na wydarzenie: SOBOTA U TEKLI, 31 marca 2012, 12.00 – 18.00, skwer Tekli Bądarzewskiej, ul. Andersa 13
więcej...

Warsztaty coachingowe w Stacji Muranów
Chcesz zmienić pracę? Lepiej organizować codzienne życie? A może przestać żyć tylko obowiązkami i wrócić do dawnych pasji i marzeń? 
Tylko jak się do tego zabrać?
Wielu z nas szuka dla siebie nowych wyzwań, zmuszonych do tego utratą pracy. Inni sami decydują się na zmianę (wiosna:)) Zapraszamy na warsztaty coachingowe w Stacji Muranów, na których nauczymy się rozpoznawać swoje mocne strony i talenty, radzić sobie z przeszkodami i budować skuteczny plan działania.
Spotkanie otwarte w poniedziałek 2 kwietnia o godzinie 19 - Stacja Muranów, ul. Andersa 13. 
Wstęp wolny. Prowadząca: Anna Witkiewicz. Prosimy o wcześniejsze zgłoszenia mailem: coach@annawitkiewicz.pl
więcej...

Uwaga - zmiana terminu zajęć z rytmiki w Muranowskim Klubie Mam
Informujemy, że w tym tygodniu zajęcia z rytmiki zamiast we wtorek 17.04., odbędą się w poniedziałek 16.04. o godz. 11.30.
więcej...

Spotkanie z Mikołajem Łozińskim w Centrum Kultury Jidysz
Centrum Kultury Jidysz Fundacji Shalom - sąsiedzi z Andersa - zapraszają na spotkanie "Książka i książki, czyli  Mikołaj Łoziński o sobie i swoim pisaniu"
więcej...

Bal Karnawałowy w Muranowskim Klubie Mam
Z okazji trwającego Karnawału Muranowski Klub Mam zaprasza na Bal Przebierańców! Bal odbędzie się w piątek 10 lutego 2012 r. o godzinie 17:00  w Stacji Muranów. W programie przewidziane są zabawy integracyjne, konkursy, poczęstunek oraz Wielka Loteria Fantowa - losy w cenie 1 zł można nabyć na zajęciach w Klubie lub w trakcie Balu.
więcej...

Uwaga! Zmiany w rozkładzie zajęć Muranowskiego Klubu Mam
Od Nowego Roku w środy zamiast dyskusyjnego klubu mam zapraszamy na angielski dla dzieci.
więcej...

More News...
WŁOSKIE INSPIRACJE DZIELNICA ŻYDOWSKA I GETTO PO GETCIE I NA GETCIE OSIEDLE POMNIK JAK BUDOWANO MURANÓW MURANÓW POŁUDNIOWY ANDERSA Z PRZYLEGŁOŚCIAMI OKRĄGLAK PAŁACE STALINA ALBO KOLONIA NOWOTKI KRYTYCZNIE O MURANOWIE MURANÓW W FILMIE MURANÓW LITERACKI TRANSPORT NA MURANOWIE SZKOŁY NA MURANOWIE MURANOWSKI PRZEMYSŁ PIKNIK NA NALEWKACH O STACJI MURANÓW BUDZIMY MURANÓW MAKE UP MURANÓW! UWALNIANIE PRZESTRZENI TYRMANDIADA STOWARZYSZENIE BURZENIE MURANOWA KSIĄŻKI Z NOWOLIPEK MURANOWSKI KLUB MAM KINO SZTUKA ARCHITEKTURY

MURANÓW LITERACKI

U BRONIEWSKIEGO
 
Jeden wiersz, trzy zwrotki, trochę ponad pięćdziesiąt wersów. Wiersz "Ulica Miła"  mówi wszystko nie tylko o tej muranowskiej ulicy, ale całym jej otoczeniu - jego sytuacji,  tragedii, szarości, i pesymizmie. Władysław Broniewski dokonał rzeczy wprost nieocenionej. Poeta, tłumacz, żołnierz – urodzony u schyłku XIX wieku w Płocku, do Warszawy zagościł po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wybrawszy się na studia. Od początku starał się udzielać zarówno politycznie jak i artystycznie, dołączając do ówczesnej elity literackiej. Pomimo stanowiska sekretarza w Wiadomościach Literackich oraz kilku publikacji w Skamandrze, zawsze zostawał nieco na uboczu. Z czasem, dojrzał twórczo i już w latach dwudziestych, obok takich postaci jak Witold Wandurski i Stanisław Ryszard Stande może być zaliczany do przedstawicieli poezji idei rewolucyjnej. W ramach tego nurtu mieści się również wydany w 1938 roku tomik poezji pod tytułem  "Krzyk ostateczny". To właśnie tam pojawił utwór:

,,Ulica Miła wcale nie jest miła.
Ulicą Miłą nie chodź, moja mila.
Domy, domy, domy surowe,
trzypiętrowe, czteropiętrowe,
idą, suną, ciągną się prosto,
napęczniałe bólem i troską.
W każdym domu cuchnie podwórko,
w każdym domu jazgot i turkot,
błoto, wilgoć, zaduch, gruźlica.
Miła ulica.
Miła ulica.”

Pierwsza strofa nie wymaga specjalnego komentarza. Trudno stwierdzić, dlaczego akurat ta droga była tak chętnie wybierana przez twórców do zobrazowania nędzy mieszkających przy niej warszawiaków (Broniewski nie był jedynym, który pisał o Miłej, o czym później) Nie była to główna arteria dzielnicy północnej, nie jeździły po niej nawet tramwaje. Jedno jednak trzeba przyznać, obok ulicy Nalewki, ulica Miła miała unikalny charakter, która możne eufemistycznie nazwać: ,,jak najwięcej na jak najmniejszej przestrzeni”. Setki małych, ciasnych sklepików, wąskie chodniki, wysokie, obdrapane kamienice, ulica żyła przez cały dzień i całą noc. Poza tym przecinała najważniejsze muranowskie drogi takie jak Smoczą, Zamenhofa czy wyżej wspomnianą Nalewki by ostatecznie wpłynąć na Plac Muranowski. Swoje zrobiła też nazwa, swoista parafraza sytuacji panującej w tym otoczeniu:

,,Na ulicy Miłej jest zakład pogrzebowy,
obok jatka i sklepik z balonem wody sodowej,
naprzeciwko - klinika lalek, naprawa parasoli...
Perspektywa rzeźnickim nożem przecina oczy. To boli.”

 To właśnie uniklany charakter Muranowa – dzielnicy handlarzy, gdzie witryny sklepowe oślepiają nas swą gęstością, gdzie zakład pogrzebowy znajduje się obok sklepiku z wodą sodową. Sklepy te jednak nie miały bogatego asortymentu. Przeważnie te ciasne, agresywnie reklamowane, poprzez sprzedawców-krzykaczy czy rażące oczy szyldy, lokale świeciły pustkami. Ludzie, by utrzymać dom i rodzinę, sprzedawali to co mieli, nierzadko wcześniej wybrawszy się na wysypisko.

,,Moja mila, ty nie wiesz, jak źle
ulicą Miłą błąkać się we mgle,
niosąc bezdomne marzenie i nie napisany wiersz.
No, powiedz, miła czy wiesz?”

 Niestety, nierzadko by zdobyć pieniądze, nie posuwano się wyłącznie do zbieractwa, ale także do kradzieży a nawet morderstw. Stąd ulica Miła po zmroku należała do jednej z najniebezpieczniejszych w całej Warszawie. Warto tutaj zwrócić uwagę na fragment ,, niosąc bezdomne marzenie i nie napisany wiersz.”, który podkreśla trudną sytuację mieszkańców Muranowa dwudziestolecia międzywojennego. Z dzielnicy północnej wyrwać było się bardzo trudno. Sytuację jaka tam panowała bez skrupułów porównać można do brazylijskich fawel. Ludzie nie przywiązywali także znacznej wagi do swojego aktualnego miejsca zamieszkania. W większości pochodzili z mniejszych miasteczek, a do Warszawy przybyli w poszukiwaniu pracy. Bezdomne marzenie i nie napisany wiersz to w tym przypadku symbol świadomości o pragnieniach lepszego bytu, który pozostać musi w sferze marzeń.

,,Na parterze płacze wdowa po fryzjerze.
Na pierwszym piętrze - plajta, komornik. A na drugiem
służąca otruła się ługiem.
Na trzecim piętrze rewizja - mundurowi, tajniacy.
Na czwartym czytają "Kurier Warszawski" - "poszukiwanie pracy".
Na poddaszu dziewczyna dziecko dwudniowe zabiła.
Miła ulica.
Ulica Miła.”

Jest to zdecydowanie fragment, który najwięcej potrafi powiedzieć nam o samych muranowianinach. Płacząca wdowa, która jako jedyna opłakuje śmierć męża, ukazuje bezinteresowność i nieczułość mieszkańców przy ulicy Miłej. Rzeczywistość zmuszała do walki o przetrwanie. Każdy dbał o los swój i swoich najbliższych, co widać także i w drugim wersie, gdzie domownik z piętra pierwszego utracił majątek, przegrywając w tej nieludzkiej walce o ludzki byt. Mieszkańca piętra trzeciego dopadły organy porządkowe, najwyraźniej po przewinieniach do których był zmuszony z racji swego stanu. W piątym wersie przedstawiony jest obraz bezrobotnych, którzy z zapałem poszukują stałego i legalnego zarobku. Na samym końcu, bez wątpienia najbardziej tkliwa część całego utworu, ukazana jest dziewczyna, która, być może z obawy przed opinią reszty lub po prostu z braku zapewnienia dziecku godnych warunków do życia, sama nie mając co do garnka włożyć, zmuszona była je zabić. Władysław Broniewski sarkastycznie pisze jak miła jest ta nasza ulica Miła:

,,Na ulicy Miłej ani jedno drzewko nie rośnie,
na ulicy Miłej - w maju! - ludzie nie wiedzą o wiośnie,
ale cały rok hula perspektywa łysych gazowych latarni,
łbem waląc w mur cmentarny.
Moja miła, ja tą ulicą nie chodzę,
choćby mi było po drodze.
Nawet kiedy do ciebie się śpieszę,
nie idę ulicą Miłą,
bo kto wie, czy się tam nie powieszę.”

 Chciałoby się rzec, że ulica Miła była ulicą samobójców, gdyż odbierała chęć do życia. Choć jej mieszkańcy niekoniecznie wybierali akurat tą drogę przejścia na drugą stronę, z pewnością atmosfera panująca w tej okolicy do tego nastrajała. Oczywiscie, wiersz jest z założenia zrealizowaną koncepcją tak zwanej poezji proletariackiej, ukazującej fatalne warunki do życia panujące w dzielnicy robotniczej. Broniewski jednak nie hiperbolizuje, gdyż mimo iż ulica Miła posłużyła zaledwie jako przykład dla całego Muranowa, faktycznie sytuacja w latach trzydziestych nie wyglądała w tych okolicach za ciekawie.
Gdybyśmy dziś mieli ulokować kamienicę o numerze trzynastej, wspomnianą w wierszu, gpokrótce relacjonującym wydarzenia z każdego piętra, dziś znajdowała by się ona w miejscu nowoczesnego budynku banku. Całkowita zmiana! Władysław Broniewski wojnę spedził w Związku Radzieckim, gdzie trafił do obozów pracy. Wyzwolony na mocy amnestii, dołączył do armii generała Władysława Andersa. Po zakończeniu walk, długo zastanawiał się nad powrotem do ojczyzny. Ostatecznie jednak zdecydował się na to i nie mam wątpliwości, że idąc raz jeszcze ulicą Miłą, posród pustyni guzu, myślał, jak bardzo jego wiersz stracił na aktualności.

  
U HERLINGA_GRUDZIŃSKIEGO
 
 ,,Po klęsce wrześniowej 1939 roku młodzież żydowska z dzielnicy północnej w Warszawie i z gett w małych miasteczkach polskich zajętych przez Niemców ruszyła jak chmara wygnanego ptactwa nad Bug, zostawiwszy starszych na pastwę krematoriów i komór gazowych, a szukając dla siebie ocalenia i lepszego losu w ,,ojczyźnie proletariatu światowego”, która zbliżyła się nagle na odległość kilkudziesięciu kilometrów od Warszawy.”
    
 Tak Gustaw Herling-Grudziński wyjaśnił przyczynę pojawienia się mieszkańców stołecznej dzielnicy północnej, czyli po prostu muranowian, w archipelagu Gułag. Wielu młodych Polaków o poglądach mniej lub bardziej skrajnie lewicowych postanowiło opuścić świeżo powstałe Generalne Gubernatorstwo i za wszelką cenę przedostać się na ziemie będące pod bolszewicką okupacją. Jednym z tej całej tragicznej rzeszy ludzi, którzy nie będąc świadomi, że z deszczu trafią pod rymnę, był właśnie Gustaw Herling-Grudziński – złapany przez funkcjonariuszy NKWD w okolicach Grodna. Pisarz i autor niezmiernie istotnego dzieła opowiadającego o życiu w radzieckich łagrach, urodził się w zasymilowanej rodzinie judaistycznej w Skrzelczycach pod Kielcami. W Warszawie zamieszkał gdy wybierał się na studia, wbrew woli ojca wybrał kierunek filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. W trakcie nauczania, został kierownikiem tygodnika ,,Orka na Ugorze” nawiązującego do powieści Jana Wiktora o tym samym tytule, udzielał się także w kręgach młodych socjalistów. Wraz z innymi studentami założył jedną z pierwszych organizacji konspiracyjnych – Polską Ludową Akcję Konspiracyjną (PLAN), po wojnie natomiast przystąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej na uchodźctwie. Te szczegóły pozwalają utożsamiać autora Innego świata właśnie z mieszkańcami Muranowa, których spotkał podobny los.

Zelik Lejman pracował w zakładzie fryzjerskim mieszczącego się na terenie jercewskiego obozu pracy. Warto tutaj zauważyć, że w powieści spełniającej rolę terapeutyczną, jaką jest  "Inny świat", wszystkie postacie są autentyczne, dlatego imię, nazwisko jak i zarazem pochodzenie łagrowego fryzjera nie powinno być poddawane w wątpliwość. Zelik Lejman oprócz swojego fachu, zasłynął w obozie jako skrzypek oraz pieśniarz, który prezentował się podczas imprez organizowanych przez jednego z zarządców – Kunina, który de facto również wciąż był więźniem i odpowiadał za ,,ukulturalnienie” skazańców. Fryzjer jercewskiego łagru traktowany był stosunkowo dobrze, nosił on bowiem przydomek ,,stukacza”, czyli po prostu donosiciela. W przeciwnym wypadku podzieliłby on los, jak to ich Gustaw Herling-Grudziński nazwał, ,,komunizujących współwyznawców”, którzy skazywani byli na najcięższe roboty.

Autor "Innego świata" zauważa także jak ciężką przeprawę musieli przebyć ci mieszkańcy dzielnicy północnej, którzy zdecydowali się opuścić byłą stolicę Polski: ,,W miesiącach zimowych 1939-1940 Bug był na całej swej długości widownią niesamowitych scen (…) Niemcy nie zatrzymywali uciekinierów, ale pałkami i kolbami karabinów dawali im po raz ostatni na drogę poglądową lekcję swej filozofii ,,mitu rasy”; po tamtej stronie linii demarkacyjnej stali w długich futrzanych szubach, budionowskich ,,pikielhaubach” i z bagnetami zatkniętymi na karabinach strażnicy ,,mitu klasy”, witających uciekających do Ziemi Obiecanej wędrowców spuszczonymi ze smyczy wilczurami lub ogniem z lekkiej broni maszynowej (…) Czasem w nocy od bezkształtnej masy ludzkiego tłumu odrywał się jakiś cień, przebiegł zaśnieżonym polem kilkaset metrów i schwytany w reflektor z sowieckiej strony, padał od serii z karabinu maszynowego twarzą w śnieg.” 
Ci, którym udało się przedostać przez zamarznięty Bug, bardzo szybko odnajdywani byli przez funkcjonariuszy NKWD i wysyłani do obozów pracy w głąb bolszewickiej krainy. Wielu z tych, którym udało się przedostać na sowiecką stronę dawnej Polski, rozczarowawszy się tym, co zastali, postanawiało wrócić do Warszawy, na Muranów, pokonując tą samą drogę raz jeszcze:
,,I wówczas stała się rzecz niezwykła: ci sami ludzie, którzy jeszcze parę miesięcy temu z narażeniem życia przekradali się do Ziemi Obiecanej, rozpoczęli teraz exodus w odwrotnym kierunku, do ziemi niewoli faraońskiej.”

Nie wiemy, ile osób postanowiło opuścić rodzinny Muranów, by w poszukiwaniu lepszego jutra przedostać się do Związku Radzieckiego, nikt bowiem takich statystyk nie prowadził. Nie wiemy ilu zdecydowało się na powrotną przeprawę do Warszawy. I najważniejsze, nie wiemy czy ktokolwiek z tych tragicznych, odysejskich wędrowców przeżył. Zelik Lejman pozostaje jedynym muranowianinem, którego okrutny łagrowy los został spisany i zapamiętany.

U ŻEROMSKIEGO
Stefan Żeromski zawitał do Warszawy w roku 1886. Mając zaledwie 22 lata, trafił  na studia do Instytutu Weterynarii na Uniwersytecie Warszawskim (wtedy Cesarski Uniwersytet Warszawski). Pisarz ten, tak ceniony jeszcze za życia, nie był wybitnym pasjonatem animalizmu i nie wielbił zwierząt wystarczająco by poświęcić im resztę swoich dni. Ale kierunek ten nie wymagał matury, do której z racji problemów zdrowotnych i finansowych Stefan Żeromski nawet nie mógł podjeść. Dorastając we wsi zwanej Ciekotami, od samego początku w swych pracach wykazywał zainteresowanie europejskimi metropoliami, w tym także i Warszawą. W stolicy Królestwa Kongresowego nie zabawił jednak długo.  Zamiast skończyć studia, postanowił podróżować po Starym Kontynencie by powrócić do miasta ostatnich królów Polski, tym razem już na dłużej.

W 1889 roku ukazuje się pierwsza powieść Stefana Żeromskiego, nawiązująca bezpośrednio  do Warszawy. Mowa tutaj o "Ludziach Bezdomnych", w których to młody lekarz – Tomasz Judym, po odbyciu studiów w Paryżu, powraca na rodzinny Mirów, by otworzyć tam placówkę leczniczą dla robotników. Muranów takźe jest tutaj wspominany, jednak niestety nie w pozytywnym świetle. Dzielnica północna była wówczas - obok Mirowa - przepełniona ludnością, nazwijmy to, niezbyt zamożną. Oto co o tamtych rejonach z perspektywy Placu Bankowego przy ujściu w kierunku Placu Teatralnego myśli główny bohater powieści – Tomasz Judym:
,,Judym stanął. Te czarne masy głów i tułowiów, sunące prędko niby mrówki, zbudziły w nim uczucie fizycznej odrazy. Zdawało mu się, że spogląda na sunące ławy robactwa. Wmieszać się w motłoch mieszkający tam, za tym placem – przenigdy! Przenigdy!”
Cel doktora Judyma był stosunkowo prosty, szerzyć higienę osobistą wśród proletariatu. Dlatego podczas spotkania stołecznych lekarzy, spytał bezprecedensowo o bezinteresowność działania medyków podając za przykład typową muranowską rodzinę: ,, Kto z nas tu w Warszawie wdał się w to, jak mieszka rodzina żydowska na Parysowie?”
Podczas rozmowy doktora Chmielnickiego z Tomaszem Judymem, gdy ten wracał już na Długą, towarzysz głównego bohatera jasno wskazuje, kto i w jakich warunkach mieszka w okolicach Placu Parysowskiego:
 ,,Kolega wspomniałeś o tych biednych szajgecach z Parysowa... Ach, Boże! To była krótka wzmianka, ale w niej malowało się coś takiego... Dzisiaj już mało kto mówi u nas o Żydach jak o ludziach. Jeżeli się o nich mówi, to po to tylko, żeby ich przyrównać do „robactwa”, które oblazło i żre „ludzi”. Kiedy czytam dzisiejsze pisma, pisma, które jawnie wzywają do nienawiści, do wygładzania, wyrzucania, tępienia Żydów, dzisiaj, i to w imię zasad Jezusa Chrystusa...”
Niestety to jedyne wzmianki o Muranowie w "Ludziach Bezdomnych", znacznie więcej jednak ukazuje nam "Przedwiośnie".

,,Powróciwszy do Warszawy Cezary Baryka zapisał się znowu na swą medycynę i zamieszkał, a raczej ,,wmieszkał się” do pokoju jednego z kolegów, niejakiego Buławnika (…) Mieszkał zaś w dzielnicy oddalonej, już zgoła żydowskiej, przy ulicy Miłej, w domu ponurym, obdartym z tynku, o schodach tak brudnych, ścianach wejście zakopconych czadem lamp gazowych tak dalece, że, zaiste trzeba było anielskiej dobrotliwości serca, ażeby patrzeć na te ściany  i schody bez zgrzytania zębami.”
"Przedwiośnie" ukończone zostało w roku 1924, w czasie, gdy z całej Polski, ba, z całego świata zjeżdżali Polacy i Żydzi, by osiedlić się w nowej stolicy nowego państwa. Nie każdy pozwolić sobie mógł na mieszkanie w okolicach Belwederu. Większość była zmuszona ulokować się w ciasnych, wręcz rozkładających się klitkach, rozmieszczonych w dzielnicy północnej. Oto jak według Żeromskiego wyglądały warunki mieszkaniowe przedwojennego Muranowa :
,,Pokój mu się jednak nie podobał. Był mały – na jakie dziesięć lat przed wojną europejską pomalowany na kolor zupy pomidorowej, jakiś nieporęczny a nadto przewiewny. Nie wiało jednak z okna i ze drzwi czyste powietrze, lecz zapach pewnych niezbędnych ubikacji, które mieściły się na dole wprawdzie, lecz właśnie pod oknem tego pokoju. Nadto stał tuż za murem blaszany komin piekarni, który jak zawzięty diabeł walił wciąż w okno studenckie kłębami burego dymu. W nocy było słychać nieustający hurgot wózków z pieczywem, pędzonych ręcznie z pieca chlebowego, od czego cienkie, choć tak stare mury drżały jak w febrze. Nie był to, słowem, pokój przyjemny.”
Czy Przedwiośnie z powodu opisów zawartych w trzeciej części (Wiatr od wschodu) można uznać za książkę antysemicką? Nie do końca, lecz to jakie przemyślenia zawarł w niej Stefan Żeromski, do najprzychylniejszych nie należą. Posądza Lludność żydowską o zgotowanie sobie takiego losu, na jaki - jego zdaniem - zasłużyła:
,,Wychodząc na wykłady i do prosektorium, wracając z lekcji czy z miasta, Baryka musiał przemierzać dzielnicę zamieszkaną przez Żydów. Byli oni co prawda rozproszeni we wszystkich okolicach Warszawy, lecz w tej osiedli jako masa jednolita, tworząc zamknięty organizm o kilkuset tysiącach jednostek. Zrazu widok domów, mieszkań i sklepów żydowskich mierził oczy przybysza swą specyficzną ohydą, później jednak począł go zaciekawiać, a wreszcie narzucił mu się wszechwładnie jako problemat. Chwile wolne Cezary poświęcał na zwiedzanie przyległych ulic: Franciszkańskiej, Świętojerskiej, Gęsiej, Miłej, Nalewek i innych. Żydzi zamieszkujący lub zatrudnieni w tych stronach tworzyli tak zwane getto. Lecz to ich osiedlisko nie powstało w przeszłości, nie miało za sobą historii. Same nazwy ulic wskazywały, że tak nie było. Nikt ich tutaj nie osadzał osobno, jak, dajmy na to, papież Paweł IV w Rzymie aby się z chrześcijanami nie stykali, nikt ich nie zmuszał do zamieszkania tutaj właśnie, a nie gdzie indziej. Sami spłynęli w tę dzielnicę, zeszli się tu jedni do drugich, a przyrastając stale, stworzyli samochcąc getto. W tych ulicach ginęły już napisy polskie na sklepach, składach i warsztatach. Zastępowały je napisy żydowskie. Polaków nie było tu już widać. Trafiały się domy, gdzie jedynym Polakiem był stróż kamieniczny, i ulice, gdzie jedynym Polakiem był policjant (…) Bawią się tam, w tych zakażonych klatkach, tłumy dzieci żydowskich - brudne, schorowane, mizerne, wyblakłe, zzieleniałe - o ile promień słońca przedrze się przez chmury zimowe i zajrzy do tych padołów. Gdy huczy wicher i mróz ściska, dzieci te wtrącone są do kryjówek, gdzie starzy szwargoczą o interesach, zyskach i szybkich zarobkach (…) Cezary doznał wrażenia, że to jest zbiorowisko starych próżniaków, specjalistów od gromadzenia starych pogrzebaczy. Nie mógł się przejąć uszanowaniem dla ich ubóstwa ani zrozumieć sensu ich zatrudnienia. Szukając wielkich zysków spadli widocznie z etatu i teraz oto szukają zysku wprost znikomego, nie przestając marzyć o wielkim. Podobnie jak tamci w sklepikach, norach i jamach, czyhają na wielki zarobek nic literalnie nie robiąc.”
Autor nie pomija też aspektu urbanistycznego Muranowa, również bez zbytniej przychylności:
 ,,Ulice te mają wygląd srogo niepowabny. Kamienice wzniesione przez Żydów i do nich należące mają cechę wielkomiejskiej tandety, bezwstydnej ordynarności i haniebnej brzydoty. Wojna odarła je z olejnych lub klejowych pomalowań. Malowanie na olejno poskręcało się w rurki i zwoje i wygląda na powierzchni tych domów jak niechlujne pejsy na niechlujnym Izraelicie. Wnętrza domów, podwórza są odarte nie tylko z olejnej czy klejowej powłoki, lecz obłupione z tynku, który kawałami i płatami poodpadał. Świeci nagi, ceglany mur, lecz i on jest oślizgły od brudu, pełen wyrw, plam, zmaz, zacieków i wstrętnych zapaprań, które nikogo z mieszkańców nie rażą. Jakże potworne są tam kloaki, śmietniki, ścieki, zlewy, rynsztoki i same bruki! Większość dziedzińców jest ciemna, poprzegradzana, zastawiona, pełna pak, odpadków, rumowia i rupiecia, strzępów i gałganów. Nieopisana jest melancholia tych dziedzińców, głuchy jest smutek okien wiecznie patrzących w smrodliwe i obmierzłe zaułki, w odarte i pozaciekane mury, w sienie i piwnice wyziewające zgniliznę.”

Patryk Śledziński

Stacja Muranow



PARTNERZY:





 

sztuka architektury

 

elhostel

 

PRZYJACIELE: